RZYM solo. Spontaniczne zapiski z podróży. Czwartek, dzień VI.

Kuchnia włoska została wpisana na listę Niematerialnego Światowego Dziedzictwa UNESCO. To pokazuje jak ważne jest, żeby doceniać to co własne, nawet jeśli mało wyszukane. No bo na przyklad bruschetta - opiekana kromka chleba z krojonymi pomidorami lub innymi dodatkami na wierzchu. Proste i dobre. Myślę, że my Polacy, nie potrafimy robić takiego zamieszania wokół jedzenia jak Włosi, a zdecydowanie powinniśmy. Mniej skromności - nie tylko w kwestiach kulinarnych. To jeden z moich wniosków, które zabieram ze sobą z Rzymu. Kanapka powinna natychmiast stać się naszym daniem narodowym! W Wenecji za 3 maleńkie kromeczki bagietki z niewielką ilością dodatków (cicchetti) zapłacić trzeba około 10€, bo to piatto lokale! Włosi potrafią się docenić jak nikt. 

Dzisiaj jest Giovedi grasso, choć tutaj bardziej hucznie obchodzi się Tłusty Wtorek. Mam w planach wizytę w piekarni poleconej mi przez Marię Antoninę (!), właścicielkę mieszkania, w którym się zatrzymałam. Dostałam od niej wiele poleceń, wszystkie bardzo trafione. 

Ale najpierw Chiesa di Santa Maria della Pace. To pierwsze dzieło Bramantego, po jego dotarciu do Rzymu z Mediolanu. Miał rozmach!

Znajduje się tutaj także Caffeteria del Chiostro i to właśnie tam wypiję pierwszą dziś kawę. Póki co, siedzę w kościelnej ławce i czytam o tym jak ludzie zachwycają się freskami autorstwa Rafaela w kaplicy Cesi, czy obrazem Chrzest Chrystusa. 

Właśnie dlatego nie zdecydowałam się na Muzea Watykańskie czy Kapitolińskie. Nie znam kontekstu dzieł, a bez tego oglądanie ich nie ma dla mnie sensu. Wierzę w to, że kiedyś wrócę tutaj i będę potrafiła zachwycić się i docenić. W czasie obecnej wizyty zadawalam się tym co w kościołach, a jest tego nie mało. Na mój obecny poziom wiedzy - w zupełności wystarczy. 

No dobrze, pora na kawę. Miałam tą kawiarnię na mojej włoskiej bucket list! Znajduje się w kościelnych krużgankach i jest bardzo kolorowa.

Czego mogą nauczyć nas kwiaty? Od takiego pytania rozpoczyna się wystawa, na którą zdecydowałam się pomimo średnich opinii w internecie.

Dialog między sztuką i naturą? Prego! Głowa cesarza Hadriana jako plaster miodu. Prawdziwy! To przeżycie wielozmysłowe, w każdym pomieszczeniu przepięknie pachnie, kwiatowo, sai!

Wystawa jest niesamowita! Można zobaczyć w Internecie zdjęcia, ale dopiero będąc tutaj i doświadczając, zadziewa się magia. Rośliny na tej makiecie z jednej strony sa czarne, z drugiej kolorowe. To ma głębsze znaczenie, jak to w sztuce. I do tego ten przepiękny zapach!

Niesamowite miejsce. Nie wiem jak ludzie zwiedzają Rzym w dwa dni. Ja w jednym miejscu potrafię spędzić 3 godziny. 

Znajduję w końcu małą galeryjkę, w której pani maluje rzymskie kadry. Kupuję dwie prace z czarnym passe-partout. Będą mi przypominały o mojej rzymskiej solo-randce.

Dziś mam dzień zakupów przed powrotem do domu. Nie mogę się powstrzymać i kupuję karczocha! 

Jeszcze oliwa, ciasteczka, kawa z tej kawiarni przy Panteonie. I inne smakołyki, które mam nadzieję, bezpiecznie dotrą do Polski. 

Miałam trochę przygód i stresu z włoskim inPostem, ale ostatecznie - sukces! Mam nadzieję. Nie pozostaje nic innego jak oczekiwać na przesyłkę.

Na obiad dziś smażone kasztany. Pomiędzy jednym spożywczym, a drugim. Idę obładowana siatkami, z listą zakupów i czuję się jak mieszkanka Rzymu!

W Antico Forno kupuję dolci di carnevale: bułeczkę z pistacjami, migdałami i miodem, talarki podobne do naszego chrustu i mini pączusie. Dobre, ale nasze polskie smakołyki tłustoczwartkowe są pyszniejsze!

Jestem blisko Zatybrza, więc idę zerknąć jak się ma ulubiona ponoć dzielnica Włochów. 

Trastevere tętni życiem, natomiast ja odbieram ją raczej jako dosyć zaniedbaną, chociaż mówi się o niej 'klimatyczna'.

Do domu idę okrężną drogą, to ostatni spacer po Rzymie w czasie tego pobytu, więc się nie spieszę. Ale muszę przyznać, że czuję w nogach te wszystkie kilometry... I w sercu też.

Dużo mam tutaj pozytywnych zabiegów okoliczności. Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego zdjęcia podsumowującego moją dziewiątą (oczywiście, że liczę!) włoską podróż, niż pod drzwiami Panteonu. Pani zdecydowanie znała się na rzeczy. Taka mała ja, taki wielki świat!

Zależy mi na jednym jeszcze ujęciu, zupełnie innym od tego. Jeśli trafię w odpowiednią uliczkę, znajdzie się ono poniżej. Żałuję, że nie sfotografowałam go parę dni temu, kiedy mignął mi przed oczami. To taka kropka nad i tego wyjazdu. Z przymrużeniem oka ;)

Buona notte Rzymie!

🇮🇹

Komentarze