Rzym solo. Spontaniczne zapiski z podróży. Środa, dzień V.

Rzym, dzień V. Kolejka na papieską audiencję ciągnie się na pół kilometra. Nie traktuję tego jako duchowe przeżycie, raczej atrakcję zwiazaną z pobytem tutaj, więc rezygnuję. 

Most Anioła. W drodze na audiencję.

Wczoraj wieczorem odebrałam swoją wejściówkę, zamówioną jeszcze w Polsce. Samo to było miłym i ciekawym przeżyciem. Gwardia szwajcarska pilnuje porządku i wpuszcza do budynku tylko z zaproszeniem mailowym. Koperty są imienne, a cały proces - bardzo uroczysty. Watykan obchodzi dziś 97 rocznicę swojego powstania. Młodzieniaszek!

Widzę przystanek autobusu nr 46, którym dojadę na Plac Wenecki, wsiadam więc i podążam tam, gdzie wczoraj odpuściłam - zmęczona i wróciłam do włoskiego domu. 

Kiedy oglądałam relacje z Rzymu, jeszcze będąc w Polsce, ten korytarz mnie zachwycił i wyobrażałam sobie, że i ja idę obok tych ogromnych kolumn. I to się dzieje właśnie teraz! Altare della Patria.

Będąc w podroży mam takie momenty, kiedy mimowolnie wstrzymuję oddech. Z zachwytu. To jeden z takich momentów właśnie. I nie spodziewam się, że za małą chwilkę nastąpi drugi. 

Wstęp na wyższy taras jest płatny, ale tak bardzo warto! Widoki są przecudne. Cały Rzym na wyciągnięcie ręki! Czytam o Architekturze i Muzyce - dwóch posągach Garelliego. Dodałabym jeszcze Fotografię i byłby komplet. No to idę tam, gdzie wczoraj nie doszłam...

Czy w drodze do Koloseum spotkałam Anię i Marcina (Wędrowne Motyle), autorów Rzymbooka? Być może! Wczoraj wieczorem oglądałam Ich relacje na Instagramie i pomyślałam sobie, że wielka szkoda, bo byli w okolicach Koloseum właśnie wtedy, kiedy ja zmieniłam plany, no i pomyślałam sobie, że super byłoby ich spotkać, zamienić parę słów. Myślałam o tym jeszcze w PL, ale uznałam, że to mało realne. Dzisiaj natomiast szłam sobie jakąś losową uliczką i nagle zobaczyłam Anię idącą z naprzeciwka. Miałam chwilę zawahania, ale zawróciłam żeby się przywitać i cieszę się bardzo, że to zrobiłam. To było miłe, niespodziewane spotkanie. Czytam bloga, którego piszą, od samego początku, pamiętam jeszcze Ich pierwsze wyjazdy do Italii, ekscytację Włochami. Byłam na spotkaniu autorskim i mam bardzo fajny wpis w książce, o który wtedy poprosiłam. Wkleję sobie go tutaj na pamiątkę jak wrócę do domu. Jeszcze nie do końca wierzę w to, że spotkaliśmy się w takim wielkim mieście! 

* Tutaj będzie zdjęcie nietypowej dedykacji.

Koloseum robi wrażenie, oczywiście, że tak, ale jeszcze większe wrażenie robi kawa z widokiem na Koloseum.

Caffe Roma

Zamówiłam kawałek pizzy wegetariańskiej - z bakłażanem, cukinią, papryką i... ziemniakami. To było bardzo smaczne połączenie. Jeszcze lepsza panorama jest z tarasu Oppio Cafe i La Biga. Jest spokojniej i bliżej murów tego giganta.

Pokręcę się trochę po okolicy i pójdę w stronę Panteonu, kupić kawę do domu, bo tam póki co była najsmaczniejsza. Może skuszę się też na filiżankę do espresso. Później pójdę sprawdzić czy rzeczywiście nie można już zobaczyć fontanny di Trevi z okna sklepu na piętrze, byłoby szkoda, bardzo mi na tym zależało. 

Znalazłam kilka ciekawych photo spotów! Tym razem zajrzałam w każdą uliczkę, weszłam na każdy placyk, który był w zasięgu wzroku, miałam czas na wyszukiwanie linii wiodących, co chwilę przysiadałam i chłonęłam te piękne chwile.  Wygrzewałam się w słońcu (pogoda tutaj jest taka kapryśna! deszcz, a za chwilę słońce) i nie wiedzieć kiedy, minęły 2 godziny. 

Mam jeszcze dwa gastro miejsca, do przetestowania tutaj. Jedno z nich zobaczyłam pierwszego dnia, spacerując uliczkami wokół mojego włoskiego mieszkania, a drugie mignęło mi gdzieś w Internecie. Powoli myślę o tym, że moja kolejna włoska przygoda zbliża się ku końcowi... Czas też więc na zakupy. Zapowiada się intensywny dzień! No cóż, wygląda na to, że odpocznę dopiero w Polsce.

Dotarłam do fontanny. Nie odpuszczę tego widoku na di Trevi z piętra sklepu. Instagram informuje, że okna są przysłonięte i to koniec zdjęć z takiej perspektywy!

Rzeczywiście. Natomiast widzę, że środkowe okno oklejone jest nieco niżej niż cztery pozostałe.

To jedno z ujęć po które przyjechałam do Rzymu i nie odpuszczę tak łatwo.

Mam! Sukces świętuję kawą. I tiramisu. W obłędnie pięknej scenerii. Dla takich chwil właśnie chodzę do pracy! I bywa, że zostaję po godzinach.

Fontanna jest tak doskonale piękna! Warta tego, żeby przyjrzeć się każdemu elementowi z osobna, bardzo dokładnie. Oprócz posągów są też motywy roślinne. Robię wiele ujęć, które z przyjemnością obejrzę po powrocie, na dużym ekranie.

W Osteria da Fortunata miałam skosztować makaronu, który panie wyrabiają na bieżąco, lub ravioli, ale widzę w karcie karczocha po rzymsku i muszę, po prostu muszę go mieć w moim włoskim gastro-bingo!  

Kawę mają przepyszną. Dostałam espresso z taką piękną, puszystą pianką na wierzchu! Tutaj nazywa się to po prostu cafe con latte. Wolę wersję sycylijską, brzmi bardziej włosko - espresso macchiato.

karczoch po rzymsku - pycha!

Musiałam wygooglować czy łodyga jest jadalna, szkoda byłoby zostawić taki spory kawałek dania i rzeczywiście, jest ona po prostu przedłużeniem serca karczocha i smakuje wybornie. Rzym zrobił ze mnie fankę karczochów! 

W restauracjach normą tutaj jest doliczanie coperto, czyli czegoś w rodzaju płatności za obsługę, miejsce przy stole. Po raz pierwszy natomiast spotkałam się z nazwą tovagliato (bielizna stołowa). 

Część Rzymu przy Piazza Navona jest zdecydowanie spokojniejsza niż rejony, po których dzisiaj spacerowałam. Z ulgą wracam 'do siebie'. Siedzę na ławce z widokiem na fontanny. Obok włoska rodzina rozmawia, żywiołowo, wiadomo. Dla mnie słuchanie ich, to swoista atrakcja! Lubię brzmienie tego języka, jest bardzo melodyjny. Zaskakujące jest to, że tylko raz słyszałam w czasie pobytu tutaj 'allora'. W Toskanii odnosiłam wrażenie, że to przecinek.

Cały czas rozglądam się za akwarelą, którą zawieszę sobie w domu jak już wrócę i niestety, o dziwo, nikt nic nie maluje... Ostatecznie wybiorę jakiś wydruk. Byle na dobrym papierze.

No więc, allora, wracam do pokoju żeby na spokojnie wypić herbatkę i zaplanować ostatni dzień w Wiecznym Mieście. 

Buona Notte Italio! 

Komentarze