Rzym solo. Koniec podróży, piątek, 13 lutego.

Dziś są urodziny mojego taty. Myślę, że w jakiś sposób jest obecny wśród nas i mam nadzieje, że cieszy się widząc, jak spełniam swoje marzenia. 

Niebo nad Rzymem w dniu powrotu do domu.

Dzisiejszy dzień rozpoczęłam bardzo wcześnie. Już o 6.30 miałam autobus do Rome Termini Station, skąd pojechałam na lotnisko Ciampino. Nad Rzymem wstaje słońce, a ja wracam do kraju nad Wisłą.

W drodze na lotnisko Ciampino.

Do mojego życia, które po każdej podróży jest nieco inne. Lubię ten moment powrotu. Widzę wiele rzeczy wyraźniej, mam swoje wnioski, dzięki którym wprowadzam różne zamiany i też bardziej doceniam to co mam. Żegnam się z sosnami piniowymi i zielonymi papugami, które krzyczały na lotnisku, kiedy przyjechałam i nie inaczej jest teraz.

Moje sosny piniowe!
Patrząc w kierunku płyty, pięknie prezentuje się Monte Cavo, wygasły wulkan w paśmie Colli Albani.
Kolejna podróż już ma bilet!

Istnieje teoria, która mówi, że najlepszym lekarstwem na smutki związane z powrotami jest zaplanowana kolejna podróż. I muszę przyznać, że to rzeczywiście działa.

Ostatnia kawka i lecimy!
Rzym jest cudownie piękny, ale to i tak lot samolotem zgarnia największą pulę zachwytów. Prędkość rozwinięta do niemalże 300 km na godzinę i w górę!
Potrzebuję morza jak powietrza. I randki z mężem. Dobry duet!

Dwie godziny. Zaledwie tyle potrzeba żeby przemierzać uliczki Wiecznego Miasta. Doliczając jednak czas potrzebny na spokojne dotarcie do lotniska, a później jeszcze drogę do domu, wychodzi dobrych 8 godzin.
Lotnisko Balice. Rzym 2026 przechodzi do historii.
Za każdym razem gdy wyjeżdżam sama pojawiają się pytania czy to bezpieczne i czy się nie boję. Myślę sobie, że gdybym mieszkała w miejscu, do którego jadę, też przecież wychodziłabym solo. Jestem po prostu jedną z wielu kobiet, które chodzą po mieście. Jeżdżę w miejsca, w których toczy się normalne życie. Do Maroka natomiast wybrałam się z biurem podróży, tam nie czułabym się bezpiecznie. W Rzymie nie miałam żadnych nieprzyjemnych sytuacji. Zatrzymałam się w jednej z kamienic przy bocznej uliczce odchodzącej od Piazza Navona. To ścisłe centrum, gdzie zawsze jest dużo ludzi. Nie chciałabym natomiast mieszkać w okolicach dworca Rome Termini Station, tam zdecydowanie nie wychodziłabym po zmroku. A czy się boję? Bój się i rób! To moje hasło przewodnie.
Ulubiony środek transportu.

Wracam z wdzięcznością za każdą włoską chwilę. I myślą, że chyba nadszedł czas na destynację hmmm, bardziej elegancką?! Ale kto to wie jak będzie! Podobno do Włoch jedzie się raz, a później już tylko wraca.

Grazie Italia!

Komentarze