RZYM solo. Spontaniczne zapiski z podróży. Sobota, Dzień I.
To dla mnie potężna lekcja odpuszczania i porzucania kontroli.
Nie będzie redagowania treści, sprawdzania po kilka razy, wprowadzania zmian.
Jak zapisałam, gdzieś pomiędzy obiadem, a deserem, na moście Anioła czy też pod mostem Anioła 😁 tak publikuję. Na bieżąco, bo system, że później, po powrocie do domu - nie sprawdził się.
No więc Rzym 2026, dzień I.
Podróż do Rzymu rozpoczęła się od niepewności czy w ogóle wylecę. Lotnisko w Krakowie spowite było gęstą mgłą. Co jakiś czas pojawiały się informacje dla podróżnych o kolejnych odwołanych lotach. Finalnie wystartowaliśmy, z ponad godzinnym opóźnieniem i kardynałem Dziwiszem na pokładzie, co oczywiście irracjonalnie, spotęgowało mój, i tak wielki, strach przed lataniem.
Kocham moment, kiedy samolot odrywa się od ziemi i nienawidzę zarazem. Boję się wciąż tak samo mocno, ale miłość do podróży jest jednak większa. Hałas wydobywający się z silników, które nagle przyspieszają, jest jednym z moich ulubionych dźwięków. A później już tylko w górę. Wspaniałe uczucie. Dreszcze przeszywające ciało na wskroś mówią, że pomimo różnych lęków i obaw, solo podróże to wspaniała i dobra decyzja.
Zostawiamy za sobą mgłę oraz chmury i witamy na pokładzie słońce. Dziewczynka z siedzenia przede mną pyta rodziców gdzie jest pan Jezus, bo to już przecież niebo 🙃 No tak, każdy wie, że niebo jest nad chmurami. Ja mam jednak nadzieję, że dolecimy do Rzymu
Wylądowałam. Włoskie powietrze w lutym pachnie mandarynkami. Ten zapach to tylko ułamek chwili, tuż po wyjściu z samolotu. Kocham to jak pachnie tutejsze powietrze. W komplecie dostałam ulubione sosny piniowe z zielonymi papugami, które przekrzykują się jakby były u siebie. Cały klimat psuje pani siedząca za mną w autokarze, która obrzydliwe mlaska gumą. Zawsze powtarzam, że dla takich ludzi powinno być osobne miejsce w piekle.
W drodze do centrum usiadłam z samego przodu, po prawej stronie autobusu, przy oknie. Mam nadzieję na piękne widoki z Rzymem w roli głównej. Jest pochmurno. Luty jest tutaj porą deszczową, ale wybaczam Italii to 'faux pas' i czekam na słońce.
Dojazd do domu, tego w podróży, zawsze wiąże się i mnie ze stresem, chociaż uczę się myśleć o tym jak o wyzwaniu. Czasami bywam bliska wezwaniu taksówki, ale wiem doskonale ile mnie wtedy ominie wrażeń. Przecież autentyczna Italia to między innymi komunikacja miejska właśnie.
No i jeszcze trattorie. Natomiast tutaj mam mieszane odczucia. Dziś na przykład poszłam skosztować cacio e pepe w Trattoria Marcella dal 1947, nieopodal placu Świętego Piotra. Lokal ma świetne opinie, jest na rynku od lat. Rzeczywiście, prowadzony przez Włochów, dla Włochów. Byłam jedyną turystką. Ale moja polska mentalność średnio zniosła głośne i niczym nieskrępowane kłótnie załogi. Nie do pomyślenia u nas. Trattoria specjalizuje się w rybach i czułam to przez cały czas niestety, dla mnie to minus. Honor uratował solidny, czarny garnuszek, po brzegi wypełniony parmigiano - za to szanuję. Rzeczywiście, jeśli chcemy zobaczyć jak to jest prawdziwie, po włosku, to właśnie tam. Mnie natomiast marzą się ładne miejsca z dobrym jedzeniem. Godzę się z tym, że autentycznie już było i stawiam na estetykę oraz ogładę.
Cacio e pepe - podobno grzech być w Rzymie i nie skosztować. Skosztowałam, natomiast tak jak przypuszczałam, danie jest niesamowicie proste. I choć wiem, że właśnie z tego słynie włoska kuchnia, mogli dorzucić choć odrobinę trufli, albo kilka kawałków jakiegoś warzywa 🙃
Wieczorem przemokłam do suchej nitki. Buty na zmianę zimą w Rzymie to konieczność. Trochę jestem sama sobie winna, bo chęć długiego spaceru była silniejsza niż rozsądek. Ale przecież Wieczne Miasto jest piękne przy każdej pogodzie, a ja nie mam zamiaru przejmować się opadami, kiedy kolejne zachwyty czekają na każdym kroku. Ileż tutaj jest małych pracowni artystycznych! Marzenie, bo dlaczego by nie. Czy kiedyś myślałam, że będę tak często podróżować? No właśnie. Dlatego kto wie co przyniesienie przyszłość. Może pracownię artystyczną?
Poczułam ochotę, żeby doczytać o tym, co dziś widziałam. Zaraz usiądę i zrobię notatki, a później spróbuję poszukać dodatkowych informacji. Czuję, że taki sposób zwiedzania przypadnie mi do gustu. Czym innym jest przejść przez Most Anioła i zachwycić się rzeźbami, a czym innym poczytać o nich, wrócić tam z wiedzą i zachwycić się raz jeszcze... Bazylika w Watykanie wygląda tak majestatycznie wieczorem. Za tymi grubymi murami toczy się życie. Co o nim wiem? Nic. Potrzebuję być bardziej, zwiedzać wolniej i dokładniej. Nie wiedziałam, że są specjalne sklepy z kielichami mszalnymi. Myślałam, że kielich to kielich i już. Okazuje się, że można przebierać i grymasić. Kolejny temat do zgłębienia. Zapisuję je sobie, żeby mi nie umknęły. Okazuje się, że lubię zdobywać wiedzę, ale taką, która mniej interesuje.
Kończę dzień nieco oszołomiona intensywnością i mnogością wrażeń i bodźców. W porównaniu do tego co na codzień mam w Polsce, zawrót głowy gwarantowany. A tutejsze wystawy, mam nadzieję, będą mi się śniły po nocach, takie są piękne!
Jeszcze kilka słów o moim rzymskim mieszkaniu. Z okna widzę kamienice, przy brukowanej ulicy, z której wchodzę do środka przez ogromne, drewniane drzwi z wielkimi mosiężnymi klamkami. Marzyłam o tym. Zawsze, kiedy robiłam takie ujęcia, myślałam sobie jak by to było - mieszkać za takimi pięknotami. Wygląda na to, że się dowiem!
Mam tutaj bardzo stylowe meble, albumy z dziełami włoskich mistrzów i filiżankę na herbatę. Jest też koc elektryczny, ale pani Włoszka stwierdziła, że skoro jestem z Polski, to się nie przyda. Ma rację. Jest cieplutko. Mam toaletkę z marmurowym blatem (to ważne, marzę o takich cudach) i pasujące do niej stoliczki nocne. Na ścianach wiszą ciekawe grafiki, w ramach koloru złotego, no bo jakiego? Przecież to Rzym. Jest elegancko i stylowo.
Do jutra Rzymie. Widzimy się rano na Porta Portese. Mam nadzieję nie tylko znaleźć jakąś vintage perełkę, ale też podpatrzeć jak takie zakupy na pchlim targu robią Włoszki.
No i kawka, wiadomo.
Buona notte!
PS. Doczytałam, że meble pochodzą prawdopodobnie z okresu międzywojennego z silnymi wpływami art deco. Jutro zrobię więcej zdjęć i wrzucę tutaj na pamiątkę.













Komentarze
Prześlij komentarz