RZYM solo. Spontaniczne zapiski z podróży. Niedziela, Dzień II.



Leżę jeszcze w łóżku, patrzę na tę piękną szafę na przeciwległej ścianie i myślę o tym, ile to wszystko kiedyś wymagało pracy. Ktoś musiał poświęcić sporo czasu, żeby meble wyglądały tak pięknie i dostojnie. Cieszę się, że zdecydowałam się na wynajem prywatnego mieszkania, a nie hotelu. Te meble są cudowne. Chcę takie w domu, kiedyś


Wybieram się dziś na pchli targ Porta Portese. To oznacza wizytę na Zatybrzu, a po włosku Trastevere. Zanim wstanę przeczytam jeszcze fragment Rzymbooka dotyczący tej dzielnicy. Podobno jest ulubioną częścią Rzymu wśród Włochów. Mówi się o niej "najbardziej autentyczna". Podoba mi się takie slow bycie tutaj. Może kupię jakąś vintage perełkę, kto wie. 

Rzymska uliczka o poranku.

Włosi do późnych godzin nocnych świętowali na ulicach pierwsze sukcesy w zimowych igrzyskach olimpijskich odbywających się w Mediolanie. Lubię zasypiać przy takim hałasie. Lubię wiedzieć, że tuż obok toczy się życie. Słyszę też samoloty, które podchodzą do lądowania i myślę o ludziach, którzy za chwilę będą spełniać swoje marzenie o Wiecznym Mieście. 


Idę wzdłuż Tybru i jestem zaskoczona tym jak brudną wodę ma ta rzeka. To w zasadzie takie rozcieńczone błoto. Pierwszy raz widzę coś takiego. Przeszłam mostem Ponte Sisto. Podobno to z niego zrzutucano kiedyś chrześcijańskich męczenników. Niebywałe ile historii mieści świat. 


Zatybrze jest bardzo bogate w sztukę uliczną w postaci akcentów na murach. Podoba mi się taki środek wyrazu. Chyba spędzę tutaj więcej czasu niż myślałam.



To mógłby być ciekawy cykl fotograficzny. Mam wiele takich ujęć z różnych miejsc, do których podróżuję, może kiedyś powstanie z tego wystawa? Wpisuję na listę marzeń. 

Rano pomyślałam sobie, że duże miasta typu właśnie Rzym trochę przytłaczają mnie ilością miejsc, które zachwycają. Jest ich tak wiele, że wkrada się chaos i takie poczucie, że nie wiadomo co robić, gdzie iść i jaką koncepcję obrać. Kiedyś miałam przygotowany plan na każdy wyjazd, łącznie z przystankami gastro na trasie zwiedzania. Zmęczyło mnie takie podróżowanie, od punktu do punktu. Teraz wolę po prostu wyjść z domu i dać się ponieść. Minusem tego jest na pewno świadomość ile po drodze mnie omija. To kolejna potężna lekcja dobra zwłaszcza w dzisiejszych czasach, pełnych możliwości. Dotarłam do Porta Portese. Ależ tutaj jest głośno! Włosi rzeczywiście kupują tutaj wszystko, wychodzą z pełnymi siatkami.


No dobrze, wyszłam z tego potężnego włoskiego targu. Skupiałam się na stoiskach z włoskimi skórzanymi torebkami. Jedna z nich szczególnie wpadła mi w oko. Niestety, kiedy po nią wróciłam, już jej nie było. Będę na pewno szukała podobnej w Internecie. Jakość tych torebek jest po prostu świetna. Stylowe Włoszki noszą tylko takie. Bez krzykliwego logo, za to świetnej jakości i z oryginalnym lookiem.


Z targu wychodzę z refleksją, która idealnie wpisuje się w moje noworoczne przemyślenia dotyczące stylu. Chyba doszłam w życiu do momentu, w którym mam ochotę się nim bawić i eksperymentować. I tutaj taka refleksja, żeby robić sobie dni modowe i odtwarzać inspiracje, które gromadzę na zdjęciach w czasie podróży. Kobiety, zwłaszcza w Paryżu, ale też Hiszpanki i Włoszki potrafią ubierać się oryginalnie, a ja chcę być jak one, bo dlaczego nie? No więc przyszedł w moim życiu czas na tematykę, która nigdy nie zajmowała mnie dłużej niż całe 5 minut. 


Zjadłam suppli, klasyczną rzymską przekąskę z ryżu. Bardzo przypomina sycylijskie aranchini. Najgorsze jest to, jak szybko się najdam. Taka jedna mała kuleczka w zupełności mi wystarcza, a chciałabym skosztować wielu innych przysmaków.


Uważam za niesprawiedliwe to, że Italia zgarnęła tak ogromny pakiet pod tytułem zachwyty. No przecież tutaj wszystko jest takie monumentalnie piękne. I nawet jeśli brzydkie, to i tak piękne. Kocham!
Piszę to ze wzgórza na Janiculum. Uwielbiam wszelkie punkty widokowe za perspektywę i przestrzeń. Zapamiętam tę chwilę na zawsze! I też to ile tutaj jest papug!
To był mój ogromny zachwyt w 2023 roku. Papugi fruwające na wolności. 


Na placu przy bazylice św. Marii na Zatybrzu papugi też przekrzykiwały się szaleńczo. To jest cudowne, takie bardzo egzotyczne. Można je tutaj obserwować, bo sobie po prostu fruwają. 

Wnętrze bazyliki zachwyca i zniesmacza zarazem.

Schodząc ze wzgórza widziałam pod piękną fontanną dziewczynę, która siedziała na ławce i coś pisała. Bratnia dusza! Też tak lubię, usiąść i pisać. Po raz pierwszy robię to w notatniku telefonu, a nie na papierze.


Jeszcze kawałek pizzy w miłym, niewielkim lokalu i mogę kończyć ten dzień.
Zatybrze ma swój klimat. Podobno to właśnie tutaj można usłyszeć wieczorem włoskie hity na żywo, ale nie mam już na to sił. Wyszłam z domu rano, a zrobiło się już ciemno.


Dziś skupiłam się na Rzymie południowo-zachodnim, to jutro pójdę w przeciętnym kierunku. I to brzmi jak plan. Dotrę w końcu do fontanny di Trevi. To ona odpowiada za to, że jestem tutaj znowu. Legenda z wrzuconą monetą działa!

Komentarze